Panel użytkownika
Znajdź prawnika
Jestem prawnikiem
Poleć nas
Poleć naszą stronę znajomemu.
|
Strona główna / Jaka przyjac linie obrony w sprawie o podwyzszenia alimentow
- Nr. pytania: 556
- Kategoria: Prawo rodzinne
- Temat pytania: Jaka przyjac linie obrony w sprawie o podwyzszenia alimentow
- Stawka: 100.00 zł
- Data dodania: 2010-04-19 22:10:31
- Status: Udzielono odpowiedzi
- Liczba odsłon: 3062
- Treść pytania:
5 lat temu wyjechaliśmy z mężem do Anglii za jego namową, a nie jak pisze w uzasadnieniu, że:” decyzje o wyjeździe podjąłem za namową powódki”. Oczywiście nigdy nie wyobrażałam sobie życia za granicą, zawsze chciałam mieć swoją rodzinę blisko rodziców i sióstr, tym bardziej, że nie znałam języka i pobyt w innym kraju wiązał się dla mnie z ogromnym stresem i całkowitą zależnością od pozwanego, ponieważ skończyłam studia chciałam pracować w swoim zawodzie, a praca za granicą wiązała się tylko z ciężką pracą fizyczną. Nasze małżeństwo niestety nie układało się najlepiej. Pozwany był egoistą i materialistą wydawało mu się, że do szczęścia człowieka potrzebne jest tylko zaspokajanie materialnych potrzeb. Był niedojrzały do roli ojca i męża. Nie wiedział co to znaczy posiadać rodzinę, a żona i dziecko to nie są tylko ładne zabawki do kolekcji, którymi można się chwalić. Nie umiał nas kochać. Pomimo moich starań nie udało mi się zmienić jego podejścia do tych spraw. Walczyłam o nasze małżeństwo prawie 3 lata. Pozwany zawsze w weekend bez względu na mnie i na nasze dziecko zapraszał znajomych i lubił wprowadzać się w stan upojenia alkoholowego, mimo, że na drugi dzień wcześnie rano miał wieźć mnie do pracy. Wielokrotnie z tego powodu musiałam brać wolne, bo pozwany nie był w stanie prowadzić samochodu, a potem robił mi przy tym wielką awanturę, że ośmielam się go budzić. Każda moja próba wyprowadzki z domu kończyła się histerią pozwanego, napadami duszności (ponieważ był chory na astmę) i obietnicami poprawy, ale niestety nigdy nie dotrzymał słowa. Prawie rok rozmawialiśmy na temat rozwodu, tzn. ja zaczęłam poruszać ten temat, żeby rozstać się za obopólną zgodą, nie chodziło przecież o pieniądze tylko o dobro dziecka, po co ma patrzeć na nasze wieczne kłótnie. Nie chciałam utrudniać mu kontaktów z córką, wręcz przeciwnie byłam za tym, aby pozwany widywał się z dzieckiem. Pozwany nie rozumiał czym jest rodzina, a ja nie mogłam pozwolić na to żeby zniszczyć siebie psychicznie i stworzyć piekło naszej córce. To ja przeżywałam traumę przez 3 lata, on był nieczuły, śmiał się z moich gróźb, kiedy mówiłam, że odejdę, albo reflektował się na chwile mówiąc, że mnie kocha i chce się zmienić, żebym dała nam szansę. To nie mogło trwać wiecznie. Po naszym wspólnym przyjeździe z Polski, po 2 latach wspólnego życia w Anglii, zdecydowałam się na wyprowadzkę pod jego nieobecność, bo inaczej ta gehenna nigdy by się nie skończyła. Chcę tu podkreślić, że w trakcie wyprowadzki wzięłam wyłącznie rzeczy swoje i dziecka niestety „całego wyposażenia mieszkania” nie zabrałam (jak mi zarzucił) - zostawiłam mu wszystko z wyjątkiem laptopa i dvd. Łóżeczka i fotelika nie udało mi się wziąć, ponieważ kiedy przyjechałam drugi raz do naszego domu pozwany uprzedził mnie, gdyż domyślał się, że wrócę i wyniósł je do swojego kolegi informując mnie, że jeśli chce je odzyskać mogę się zgłosić do znajomych, co było dla mnie upokarzające. Zablokował mi również kartę bankomatową o czym dowiedziałam się dopiero w dniu zakupów, kiedy nie mogłam zapłacić tą kartą. Pozwany z natury jest osobą złośliwą, wiec szybko się domyśliłam czyja to sprawka.
Pozwany kilka dni po mojej przeprowadzce napisał do mnie również bardzo długiego emaila informującego mnie, że chce się zmienić, że chce walczyć o nasze małżeństwo, ale już to słyszałam pewnie miał szczere chęci, ale wiem, że to by nic nie zmieniło. Przestałam wierzyć w jego obietnice, ponieważ ciągłe poniżanie mnie i znęcanie się psychiczne nade mną doprowadziło mnie do podjęcia takiej decyzji. Potem w sierpniu przed urodzinami małoletniej Natalii żądał spotkania z nią bez mojej obecności. Nie zgodziłam się wówczas ponieważ nie była to prośba tylko żądanie, a nie wiedziałam jakimi pobudkami kieruje się pozwany. Bałam się, że będzie próbował odebrać mi córkę, bo wiedział, że dziecko jest dla mnie najważniejsze. Tym bardziej, że 2 tygodnie po mojej wyprowadzce spotkaliśmy się, gdzie w trakcie rozmowy na początku skruszony prosił o mój powrót do domu, a gdy się nie zgodziłam i nadal obstawałam przy swoim stanowisku, zmienił ton wyciągnął dyktafon powiedział, że wszystko się nagrało i zagroził, że moją odmowę wykorzysta w sądzie i odbierze mi prawa rodzicielskie, informując również, że już kontaktował się w tej sprawie z adwokatem. Pozwany ostrzegał mnie także, że nie podpisze mi wniosku o wyrobienie nowego paszportu dla naszej córki bo wiedział, że ważność starego kończy się, a z racji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia będę chciała spędzić je w Polsce z rodziną.
Po dwóch wyżej wymienionych emailach i telefonie do rodziców skończyły się próby kontaktowania się ze mną i z dzieckiem przez prawie 3 lata. Pozwany nie chciał poznać sytuacji dziecka i w żaden sposób nie wyrażał chęci pomocy finansowej, w przeciwieństwie do tego co pisze, dodatkowo kłamiąc, że: „czuje się finansowo odpowiedzialny za dziecko” gdyby naprawdę chciał się spotkać z córką bez problemu mógłby się z nami skontaktować nie tylko poprzez email dobrze znany pozwanemu, ale również poprzez portal społecznościowy nasza –klasa, na którym miałam założone konto, gdzie nie ukrywałam miejsca zamieszkania. Ponadto nasi wspólni znajomi mogli przekazać mój numer telefonu na jego prośbę. Tym bardziej, że pozwany ma jeszcze jedno dziecko: syn Adrian obecnie ma 10 lat z którym również nie utrzymuje kontaktów i nie wykazuje żadnego zainteresowania nim. Kiedy się poznaliśmy Adrian miał 2 latka. Ze względu na złe relacje z byłą partnerką - matką Adriana - pozwany nie podjął żadnych kroków, żeby widywać się z synem. Ta sytuacja jest podobna do obecnej. Od nas też się odciął i urwał wszelkie kontakty w dniu, kiedy zrozumiał, że naprawdę od niego odeszłam. To świadczy o jego niedojrzałości uczuć ojcowskich. Zablokował swoje GG i e-mail, przed moimi wiadomościami, - piszac ze od 10 lat nie zmienia e- mail, GG i numeru tel. Zmienił również owy numer tel. i wyprowadził się pod inny adres, znajomym powiedział, że nie życzy sobie, abym znała jego dane personalne. Jakbym to ja wydzwaniała za nim i nie dawała mu spokoju. Ja nie chciałam się narzucać, może myślał, że jeśli go nie znajdę nigdy się nie rozwiodą, a on będzie mi sprawiał ciągłe problemy w związku z dzieckiem, jeśli chodzi np. o podpisanie wniosku o nowy paszport, ale się przeliczył.
Dlatego jeszcze w tym samym roku 2007 kiedy wyprowadziłam się z domu zdążyłam się rozwieźć na pierwszej i ostatniej rozprawie bez orzekania o winie, a pozwanego reprezentował kurator ze względu na to, że pozwany był nie nieznany z miejsca zamieszkania. Sąd zasądził 300 zł alimentów i zawieszenie jego praw rodzicielskich ze względu na brak zainteresowania dzieckiem. Nadal mieszkałam i pracowałam w Anglii, jeszcze przez 2 lata oszczędzając na wyjazd do Polski, ponieważ bardzo za nią tęskniłam, dlatego wcześniej nie starałam się o nakaz alimentacyjny ze względu na niewiedze o adresie pozwanego.
Kiedy wróciłam do Polski w maju 2009 moja sytuacja finansowa znacznie się pogorszyła, ponieważ nie mogłam znaleźć pracy. Złożyłam wówczas wniosek w przemyskim urzędzie pracy o zasiłek, który dostałam dopiero we wrześniu - dotychczas żyłam z oszczędności. Następnie postarałam się o alimenty, co było dla mnie bardzo dużym problemem, gdyż nie znałam adresu pozwanego. Zaczęłam szukać w Internecie. Znalazłam CV, które tam opublikował i jego stronę internetową dotyczącą jego firmy informatycznej: www.laptoplabs.net, gdzie były dane odnośnie jego miejsca zamieszkania. Niestety zarówno strona jak i opublikowane przez pozwanego CV jest w tej chwili już niedostępna. Przy otwieraniu tej strony wyskakuje komunikat informujący o uszkodzeniu komputera przy otwarciu tego pliku. To również jest dowodem na złośliwe zagranie ze strony pozwanego. Pewnie jakbym nie znalazła tego adresu pozwany do dziś nie interesował by się losem dziecka.
Znając adres zamieszkania pozwanego złożyłam wniosek w sadzie rejonowym o egzekucje alimentów z zagranicy, wraz z całą zaległą kwotą nie płaconą przez okres 3 lat. W związku z tym 28.01.2010r. odbyła się rozprawą w Anglii o egzekucje zaległych alimentów ok. (7.000 zł) na której pozwany zgodził się na spłacenie tego długu w wys. zaledwie 10 funtów na miesiąc plus alimenty na bieżąco - 65 funtów czyli razem 75 funtów na miesiąc. Pierwsza wpłata alimentacyjna wpłynęła w marcu 2010 roku. W lutym złożyłam wniosek o podwyższenie alimentów z 300 zł do 600 zł i pozwany w odpowiedzi na mój wniosek w uzasadnieniu wniósł o:
- oddalenie powództwa w całości
- zwolnienie z kosztów sądowych
- zasądzenie zwrotu poniesionych wydatków ( przejazdu, pobytu, opłat notarialnych tłumaczeń itp.) w związku z w/w sprawą na rzecz pozwanego.
W uzasadnieniu obok tego pozwany oczernia mnie przed sądem próbując wpłynąć na negatywną opinie o mnie w oczach Sądu. Zarzuca mi romans z innym mężczyzną , kiedy tydzień po moim odejściu chciał pogadać zjawił się przed moją pracą i widział mnie całującą się z innym, z którym owszem byłam, ale po odejściu od męża. Kłamiąc przy tym ze „zastraszałam go policją pod pretekstem nachodzenia”. Początkowo mężczyzna ten był moim przyjacielem i wspierał mnie w trudnych momentach podczas mojej walki o małżeństwo. Opisuje że do „dziś przeżywa traume, kiedy wrócił z pracy i zastał pustkę. Przeżył szok, dostał silnego załamania nerwowego w wyniku którego przyjechało pogotowie stwierdzając atak astmy i silna depresję”. W związku z wynikłą depresją nie był „w stanie pracować, co doprowadziło go do utraty pracy i poważnych kłopotów finansowych”. Dowodem na to jest oświadczenie lekarskie i referencje z pracy w której wówczas pracował, mianowicie, że zwolnił się ze względu na problemy rodzinne i wynikające z nich problemy ze zdrowiem. Pisze również, że „ zasięgnął porady lekarza który zapisał mu silne środki psychotropowe. Kilkumiesięczne leczenie pomogło mu, ale lekarstwa dokonały nieodwracalnych zmian w organizmie”. Na to nie ma dowodów w postaci oświadczeń lekarskich. Poza tym „od wielu lat jest astmatykiem i ma również nie w pełni sprawny palec wskazujący prawej ręki po poważnym wypadku w pracy”. Nie pobiera z tego tytułu żadnych świadczeń. „Ze względu na stan zdrowia nie może podjąć każdej proponowanej mu pracy. Od 2009 jest zarejestrowany w kilkunastu agencjach pracy, dzięki tym agencjom może się utrzymać jednak praca jest tymczasowa, czasem na dwa dni czasem trzy a czasem tydzień jest bez pracy.”
Dowodem na jego złą sytuacje jest szereg niezapłaconych rachunków za media. Jednak plusem jest fakt, że na tych rachunkach widnieje nazwisko kobiety, która zapewne z nim mieszka, wiec rachunki i czynsz muszą płacić na pół, a pozwany nic o tym nie wspomina. Dodatkowo przedstawia swoje miesięczne potrzeby finansowe, które łącznie wynoszą 1350 funtów, czyli:
475 – czynsz
121 – podatek za nieruchomość
37 – woda
270 – prąd i gaz
25 – telefon
25 – Tv i Internet
75 – zasadzone alimenty
300 – leki żywność środki czystości ubranie buty.
W związku z tym mam pytania:
1. To uzasadnienie mojego byłego męża miałoby wpływ na negatywną decyzję Sądu w stosunku do mnie, pomimo, że nie jest to przedmiotem sprawy ponieważ według mnie Sąd będzie badał naszą sytuację finansową, a nie okoliczności naszego rozstania i kto był temu winien, bo orzeczenie w sprawie rozwodu już jest.
2. Jeśli tak, to czy mogę sprostować te fakty zaprzeczając bezpośrednio przed Sądem lub na piśmie (w podobnej formie jaką panu przedstawiłam) dołączając je do mojego wcześniejszego wniosku o podwyższenia alimentów wpisując jedynie sygnaturę akt jakiej sprawa dotyczy
3. Czy mam szanse wygrać tę sprawę w przypadku trudnej sytuacji mojego byłego męża: rzekomej choroby z mojego powodu i braku pracy na stale w tej chwili, bez zasądzenia poniesionych wydatków przez mojego byłego męża, czy mogę wybronić się bez adwokata czy lepiej wycofać wniosek i nie ponosić dalszych kosztów.
Odpowiedź prawnika
2010-04-22 10:32:54
Szanowna Pani,
Drastyczna jest sytuacja opisana przez Panią i wierzę, że nie łatwo jest teraz pogodzić się z faktem braku reakcji ze strony byłego męża na potrzeby własnego dziecka.
Niestety opisany przez Panią stan faktyczny nie jest czymś nowym w naszym doświadczeniu zawodowym.
Jeśli dobrze zrozumiałam, sprawę rozwodową ma już Pani za sobą. W obecnej chwili stara sę Pani przed polskim sądem o podwyższenie kwoty alimentów na dziecko i to postępowanie będzie przedmiotem naszych rozważań.
Oczywiście przedstawione przez męża fakty będą miały w tym postępowaniu swoje uzasadnienie, jeśli będą miały związek z sytuacją finansową Pani małżonka.
Bowiem wpływ na wysokość alimentów ma zarówno sytuacja finansowa zobowiązanego do alimentacji jak i tzw. uzasadnione potrzeby małoletniego. Tylko i wyłącznie od tych dwóch wektorów uzasadnione będzie orzeczenie odpowiedniej wysokości alimentów.
Każdą z tych przesłanek opiszemy z osobna.
Art. 135. § 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego stanowi, że zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego.
Art. 133. § 1. Rodzice obowiązani są do świadczeń alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania.
Sytuacja finansowa i majątkowa zobowiązanego przejawia się w statusie materialnym realnym do osiągnięcia przy dołożeniu przez zobowiązanego należytej staranności z wykorzystaniem wiedzy i umiejętności. Ową należytą staranność stara się ojciec dziecka wykazać, traktując w swoich pismach o niemożliwości podjęcia pracy wskutek zarzywania leków psychotropowych, astmy itp. Oczywiście wskazywanie na winę Pani w powstawaniu tych zdarzeń jest całkowicie bezzasadne i sąd takich okoliczności zapewne pod uwage nie weźmie.
Sąd w postępowaniu dowodowym badał będzie sytuację majątkową zobowiązanego, czyli jego dochody realne a także możliwości
[...] Prawnik odpowiadajacy na to pytanie udostępnił do wglądu tylko 30% odpowiedzi.
- Beata Kielar- Tammert
- Biuro Doradztwa Prawnego JURIS
- Gwarków 8/10
- 44-122 Gliwice
- 032 332 69 03
|